Showing posts with label USA. Show all posts
Showing posts with label USA. Show all posts

Żona (2017) [9/10]

plakat "Behind every great man is a great woman"

Świetny dramat; wbrew niektórym opiniom silny nie tylko mocą genialnych kreacji aktorskich (nie tylko jak zawsze bezbłędnej Glenn Close ale i znakomitego Jonathana Pryce’a), ale również świetnie napisanej historii i precyzyjnej reżyserii. Pomimo krótkiego jak na dzisiejsze czasy metrażu, twórcom udaje się zawrzeć w filmie wszystko co trzeba, aby opowieść mogła właściwie wybrzmieć. Postaci są bogate i zniuansowane a historia wcale nie taka oczywista jak wydaje się to na początku.

[ Filmweb ] [ FDB ] [ IMDB ]

Outlander (2014-) [5/10]

plakat Straszny harlequin

Zaczyna się jak świetny serial fantastyczno-historyczno-przygodowy, ale szybko zamienia we wzdychanie Biednej Białogłowy do Czułego Barbarzyńcy, o poziomie psychologicznej wiarygodności południowoamerykańskich oper mydlanych. Daję aż 5/10 za świetne zdjęcia, przepiękne lokacje, muzykę, wiarygodną scenografię i ogólnie wszystkie elementy tła, łącznie z używaniem języka szkockiego. Szkoda, że fabuła nawet nie zbliża się do tego poziomu.

[ Filmweb ] [ FDB ] [ IMDB ]

Fernando (2017) [7/10] albo [10/10]

plakat "Gladiator" - wersja dla dzieci

Opowieść o byczku-pacyfiście, który od walk na arenie woli wąchanie kwiatków i chciałby uniknąć konieczności wąchania ich od spodu.

Znajoma 7-letnia krytyczka filmowa była tą animacją zachwycona i oceniła ją na 10/10. Z punktu widzenia dorosłego film jednak lekko zawodzi. Nie może równać się z topowymi animacjami "dla wszystkich" - fabuła jest bardzo prościutka a elementy komediowe bardzo toporne i zdecydowanie tylko dla dzieci. Mamy niby stado gejowskich ogierów, w polskiej wersji językowej mówiących łamaną polszczyzną z niemieckim akcentem, ale jest to tak okropnie przeszarżowane, że w kinie do rozpuku śmiały się raczej wyłącznie dzieciaki. Podobnie sprawa się ma z, mającą przynosić chwile komediowego wytchnienia, ostentacyjnie "afroamerykańską" kozą - postacią tak wysiloną, że aż zęby bolą. Naprawdę "dorośle" śmieszne są praktycznie tylko dwie sceny, z czego jedną już znacie, jeśli oglądaliście zwiastun.

Ale to są zarzuty dorosłego widza. Dla dzieci - pozycja obowiązkowa, zwłaszcza dla tych młodszych, bo film jest wyjątkowo - jak na współczesne bajki - niewinny. Nie jest strasznie, nie ma poważnych wątków dla dorosłych, zawiera bardzo fajne pacyfistyczne przesłanie, akcentuje wagę przyjaźni i tego, że trzeba być sobą zamiast ślepo odgrywać narzucone role. Dzieciom gorąco polecam.

Ostrzegam tylko, że co poniektórym milusińskim ten film może boleśnie uświadomić skąd się bierze wołowinka... Jeśli więc nie jesteście gotowi, żeby pozwolić swojemu 7-latkowi zostać wegetarianinem, miejcie lepiej z góry przygotowane argumenty z cyklu "dlaczego trzeba jeść mięsko".

[ Filmweb ] [ FDB ] [ IMDB ]

The Vanishing (1993) [0/10]

plakat Zbrodnia

Nie widziałem tego gówna. Postanowiłem go jednak opisać w ramach ostrzeżenia. Film ten jest bowiem hamerykańską wersją absolutnie genialnego przerażającego holenderskiego thrillera z 1988 r. pod tym samym tytułem ("Zniknięcie" / "The Vanishing" / "Spoorloos"), nakręconego zresztą przez tego samego reżysera (sic!), George'a Sluizera. Nie wiem o co gościowi chodziło - chyba nie przymierał głodem, żeby musieć gwałcić analnie własne dzieło? Nawet jeśli to miał być dowcip - beka z głupich Hamerykanów, to mnie jakoś nie bawi. Słynny amerykański krytyk filmowy Roger Ebert napisał o przeróbce "a textbook exercise in the trashing of a nearly perfect film, conducted oddly enough under the auspices of the man who directed it". Może pozostawmy to jako cały komentarz, bo to badziewie na więcej nie zasługuje. A czytelników zapraszam do zapoznania się z arcygenialnym oryginałem, o którym z kolei Stanley Kubrick powiedział kiedyś, że to "the most horrifying film I've ever seen".

[ Filmweb ] [ FDB ] [ IMDB ]

Coco (2017) [8.5/10] (ocena 7-latki: 5/10)

plakat Księga życia 2: Coco

"Księga życia 2: Coco" jest, jak większość kontynuacji, gorsza od oryginału. Tak, tytuł tej recenzji jak i powyższe słowa mają być lekko złośliwe. O co mi chodzi? Otóż "Księga życia" to znakomita animacja z 2014 roku, poruszająca w zrozumiały i atrakcyjny dla dzieci sposób trudny temat umierania, pamięci o zmarłych i życia pozagrobowego. Opowieść umiejscowiona jest w realiach meksykańskiego folkloru związanego ze Świętem Zmarłych ("Día de los Muertos") a mieszkający w Krainie Pamiętanych umarli przedstawieni są jako kościotrupy. Brzmi znajomo? No właśnie.

Podobno zarówno "Book of Life" jak i "Coco" - pomimo znaczącej odległości pomiędzy premierami - powstawały w tym samym czasie i rzekomo ich podobieństwo to czysty zbieg okoliczności - w sieci można wyszukać sobie argumenty mające przemawiać za tym, że to przypadek. Na pewno "Coco" nie jest zwyczajnym bezczelnym plagiatem, bo same historie umiejscowione w owym mitycznym świecie Umarłych są odmienne. Jednak podobieństwo koncepcyjne i scenograficzne jest tak uderzające, że naprawdę ciężko uwierzyć, że nie było tu bezpośredniej inspiracji. W końcu ile znacie animacji dla dzieci opartych na przedchrześcijańskich meksykańskich wierzeniach w życie pozagrobowe?

Pomimo tego, pragnę podkreślić, że "Coco" nie dostał ode mnie żadnych punktów karnych za to dziwne podobieństwo, a w dalszej części recenzji postaram się ten film oceniać jakby "Księga życia" nie istniała. Wspominam o tym wszystkim wyłącznie po to, żeby oddać należny pokłon pierwszemu na liście mety. "Book of Life" jest filmem rewelacyjnym a przy tym bardzo niedocenionym, który nie osiągnął należnego mu sukcesu komercyjnego (chociaż był nominowany do Oscara). Jest on moim zdaniem dużo lepszy od "Coco" i wart obejrzenia niezależnie od tego, czy film studia Pixar przypadnie wam do gustu czy nie. Pamiętajmy o "Book of Life", bo, jak uczą oba te obrazy, Zapomnianych czeka bardzo niewesoły los.

Oczywiście oglądając filmy z tego studia nie da się uniknąć porównań, ale wynikających raczej z wygórowanych oczekiwań, które każdy widz ma wobec kolejnych obrazów wychodzących z tej wytwórni. Mając w pamięci takie arcydzieła jak "Ratatuj" lub "W głowie się nie mieści" widz oczekuje niestety takiej samej jakości. Niestety, bo w tym przypadku moim zdaniem nie udało się dorównać najwyższym osiągnięciom Pixara. Ten film jest "tylko" bardzo bardzo ale to bardzo dobry. Nie jest arcydziełem jak rzeczone "Inside Out".

Animacja w "Coco" jest oczywiście perfekcyjna, fabuła gdzie trzeba zabawna, gdzie trzeba emocjonująca, ale czegoś zabrakło - tej iskry, która spowodowała erupcję geniuszu, który wystrzelił "W głowie się nie mieści" na absolutne wyżyny sztuki filmowej. Scenariusz jest tym razem trochę słabszy niż w najlepszych filmach animowanych ostatnich lat. Moim zdaniem największa siła tych najlepszych obrazów tkwi w nieprzewidywalności. Tzw. bajki dla dzieci od zawsze cierpiały na schematyzm, który osobie dorosłej poważnie psuł frajdę z oglądania prezentowanej historii. Od czasów "Shreka" to zaczęło się zmieniać. Pokażcie mi jedną osobę na świecie, która przewidziała zakończenie "Ratatuj" albo rzeczonego "Shreka" lub domyśliła się jak dokładnie potoczy się fabuła "Frozen" czy "How To Train Your Dragon". Tymczasem w "Coco" główna przewrotka fabularna jest niestety wyczuwalna na kilometr, co nie jest oczywiście jakimś strasznym grzechem w filmie - jakby nie było - również dla dzieci, ale mnie osobiście, z wyżej wymienionych powodów, rozczarowało. Rozczarowujące są też piosenki, które nawet nie zbliżają się do mistrzowskiego poziomu "Frozen", pomimo tego, że autorami jednej z nich są kompozytorzy genialnych utworów z "Krainy Lodu" właśnie - Kristen Anderson-Lopez i Robert Lopez.

Moim zdaniem, twórcom nie do końca udało się też zbalansować poszczególnych elementów filmu. Wiadomo, że w obrazie skierowanym do dzieci muszą być elementy komediowego oddechu, sceny akcji, trzeba tu troszkę postraszyć, tam troszkę zasmucić. No i właśnie - wybierając do opowiedzenia taką a nie inną historię, twórcy z góry postawili się trochę na przegranej pozycji. Nie chcę tu streszczać fabuły, bo staram się tego unikać w moich recenzjach, więc napiszę może tak: konflikt jaki oglądamy w tym filmie jest poważny i grożący bardzo daleko idącymi konsekwencjami dla głównego bohatera, Miguela. Jednak nie jest to konflikt z cyklu "goni nas czarny charakter i chce nas zabić". Jest to, można powiedzieć, konflikt rodzinny, a kochająca babcia to nie jest mimo wszystko bohaterka, którą można obarczyć funkcją straszenia widza. W końcu to dalej kochająca babcia, nawet jeśli chwilowo się z nią pokłóciliśmy i przed nią uciekamy. Pojawia się więc potwór, który zaczyna ścigać naszego bohatera a sceny z nim, okraszone odpowiednią muzyką, mają właśnie straszyć. Ale chwila, chwila... Ten potwór nie jest tak naprawdę potworem - on chce Miguela schwytać, żeby rodzina mogła mu pomóc. Gdy człowiek sobie to uświadomi, te w założeniu trzymające w napięciu sceny zaczynają zgrzytać na łączach.

Wielka scena akcji, do której dochodzi pod koniec filmu, również zawodzi. Wydaje się napisana na kolanie, no bo - właśnie - musi być, to jest. Również nie wszystkie przemiany wewnętrzne bohaterów są przekonująco pokazane. A przynajmniej nie jest to poziom tych najlepszych produkcji, o których wspominam wyżej. Zaskakująco mało jest również w tym filmie humoru. To znaczy humor jest, ale głównie ten skierowany do dorosłych i nastolatków. Bardzo mało jest w filmie humoru slapstickowego, który zapewniłby rozrywkę młodszym dzieciom. Znajoma siedmioletnia krytyczka filmowa stwierdziła bez ogródek, że film jej się nie podobał, bo był nudny (jej ocena to 5/10). A jest to osoba, która świetnie się bawiła na - też przecież poruszającym bardzo poważne tematy - "W głowie się nie mieści". Tutaj było zbyt poważnie - a więc dla niej nudno. Co za to w żadnym stopniu nie zawodzi i gdzie Pixar po raz kolejny pokazuje, że absolutnie nie ma sobie równych w dzisiejszych czasach, to umiejętność wzruszania widza (dla znajomej krytyczki aż za bardzo). Nie wiem jak oni to robią; tym razem łez nie wywołuje nawet śmierć żadnego z bohaterów, tylko zwyczajna scena śpiewania komuś piosenki. Nagle poczułem się, jakby Smutek z "Inside Out" pstryknęła mi w głowie przełącznikiem i zacząłem ryczeć jak bóbr. Dawno już nie czułem takich emocji podczas oglądania filmu. Ktoś, kogo "Coco" nie wzruszy, musi mieć poważny problem z emocjami lub odczuwaniem empatii. Przesłanie filmu, co jest już standardem dla Pixara, jest też zwyczajowo bardzo mądre i nienachalnie podane.

Strasznie się rozpisałem, ale muszę wspomnieć jeszcze o polskim dubbingu. Nie wiem jak to zostało rozwiązane w angielskiej wersji językowej, ale bardzo spodobała mi się decyzja, aby w polski tekst wpleść pojedyncze hiszpańskie słowa lub nawet całe zwroty, mające podkreślać, że rzecz cała dzieje się w Meksyku. Wyszło to zaskakująco zgrabnie i stylowo. Brawo.

Podsumowując, dla mnie "Coco" nie dorównuje najlepszym animacjom ostatnich lat, ale to wciąż bardzo bardzo bardzo dobry, mądry i niezwykle wzruszający film, który gorąco polecam dorosłym oraz starszym dzieciom. Nie wydaje mi się jedynie odpowiedni dla dzieci młodszych niż powiedzmy 8 lat; przy czym wcale nie z powodu wulgarności czy przerażających scen, ale zaskakująco poważnej (nawet jak na Pixara) i zbyt naładowanej emocjami fabuły pozbawionej odpowiedniej ilości komediowych przerywników dostosowanych do percepcji i wrażliwości młodszych dzieci.

(Pssssstttt... Pamiętajcie o "Księdze życia".)

[ Filmweb ] [ FDB ] [ IMDB ]

Rogue One: A Star Wars Story (2016) [10/10]

plakat Najlepszy film ze świata "Star Wars"

Potrzebowałem odczekać rok, żeby ocenić, bo mój zachwyt nijak nie chciał się dać przełożyć na słowa. A zresztą - może to mi się tylko przyśniło? Ale nie - to niewiarygodne, ale ten film istnieje. Najlepszy film ze świata "Star Wars". Po prostu. Ciarki, wzruszenie, opadnięta szczęka. Dziękuję, panie Edwards. Dziękuję, że na dwie godziny odmłodził mnie pan o 30 lat. Myślałem, że takich emocji nigdy już w kinie nie poczuję. Jak cudownie jest się tak pomylić.

[ Filmweb ] [ FDB ] [ IMDB ]

Philadelphia (1993) [1/10]

plakat Emocjonalna pornografia

Co jakiś czas ktoś się bulwersuje: "Co?! Jak to tak?! Jak to jedynka dla takiego wspaniałego filmu?!". Wyjaśniam więc.

W skrócie. Nie cierpię:

1. taniego sentymentalizmu;
2. szantażu emocjonalnego i moralnego;
3. egzaltacji;
4. klasycznego śpiewu operowego / opery klasycznej.

W tym filmie te cztery elementy zostały wymieszane w dużej ilości w niestrawną papkę i solidnie podsypane drożdżami aż spuchły tak bardzo, że to wszystko eksplodowało mi w twarz niczym grubas z "The Meaning of Life".

"Philadelphia" mogłaby śmiało stanąć na jednej półce z socrealistycznymi produkcyjniakami, bo tyle samo w niej artyzmu.

PS.
Z tą operą to oczywiście tylko szczegół, podobnie jak opłatek z "Sensu życia":


[ Filmweb ] [ FDB ] [ IMDB ]

Rough Night (2017) [2/10]

plakat Tępa noc

Głupawa "komedia", będąca na dodatek żenującym remakiem komedii świetnej ("Very Bad Things"). Przepraszam, że dałem aż 2 gwiazdki, ale kilka razy się uśmiechnąłem. To skandal, że Scarlett Johansson nie dostała za dobrowolny (a może nie?) występ w takim gównie chociaż nominacji do Złotej Maliny. Nominacji, bo nie śledzę kina klasy G i może kto inny się nawet bardziej skompromitował w 2017 r.

Najgorsze w tym wszystkim było nawet nie to, że żarty były w większości głupie, ale że zaczynają się w połowie filmu. Dawno już nie widziałem obrazu, gdzie zawiązanie akcji trwałoby kilkadziesiąt minut i było tak śmiertelnie nudne. Na plus wyróżnia się jedynie niesamowicie seksowna Zoë Kravitz oraz kozacki i – wyjątkowo – bardzo śmieszny epizod z Demi Moore.

[ Filmweb ] [ FDB ] [ IMDB ]

Phone Booth (2002) [9/10]

plakat Majstersztyk kina sensacyjnego

Napięcie jak z małej elektrowni, bezbłędny scenariusz i koncertowa gra Farrella. Koniecznie.

Jakoś tak jest, że ograniczona przestrzeń wyzwala w filmowcach niespotykane w innych warunkach pokłady kreatywności. Inny przykład - "Buried".

[ Filmweb ] [ FDB ] [ IMDB ]

Princess and the Frog, The (2009) [9/10]

plakat Disney zaczął dorastać

Dużo lepszy od infantylnego "Tangled". Pierwsza dojrzała bajka Disneya z serii "księżniczkowej". Nie tylko dla dzieci, za to raczej nie dla najmłodszych, bo miejscami dosyć straszna.

[ Filmweb ] [ FDB ] [ IMDB ]

Bug's Life, A (1998) [9/10]

plakat Kolejna świetna animacja nie tylko dla najmłodszych

"Trzej Amigos". Wersja dla dzieci.

[ Filmweb ] [ FDB ] [ IMDB ]

Star Wars: Episode VII - The Force Awakens (2015) [9.5/10]

plakat Nowsza nadzieja

Fajny remake "Nowej Nadziei". Rozumiem, że w części VIII First Order będzie kontratakował, aby w części IX wystawić czwartą Gwiazdę Śmierci, tym razem wielkości układu słonecznego. Widowisko było wspaniałe i zapierające dech w piersi i mimo wszystko bawiłem się świetnie, ale DLACZEGO TO MA TĘ SAMĄ FABUŁĘ CO CZĘŚĆ IV????

A gwiazdka w dół jednak bardziej za tego rozciapcianego mydłka o minie zbitego spaniela, który ma niby być przerażającym czarnym charakterem. Chociaż właściwie z Marka Hammilla w pierwszej trylogii też się specjalnie charyzma nie wylewała...

Jak widać, powyższa mikrorecka została napisana przed pojawieniem się na ekranach części VIII i muszę odszczekać to, co napisałem powyżej o roli Adama Drivera. Ku mojemu olbrzymiemu zaskoczeniu i zachwytowi, okazało się, że sposób grania Kylo Rena był jak najbardziej przemyślany przez twórców. On miał być takim niezrównoważonym emo-dzieciuchem, co zostało cudownie rozegrane w "Ostatnim Jedi". Uwielbiam się tak mylić.

Seria "Star Wars":
Star Wars: Episode VII - The Force Awakens (2015) [9.5/10]

[ Filmweb ] [ FDB ] [ IMDB ]

Boogie Nights (1997) [9/10]

plakat Skandalista Dirk Diggler

"Boogie Nights" to pierwszy film P.T. Andersona, jaki widziałem. Bardzo mi się spodobał i reszta twórczości tego pana wylądowała na liście "do obejrzenia", zwłaszcza że gość podobno trzyma poziom. Właściwie wszystkie elementy są tutaj pierwszorzędne - świetny scenariusz, reżyseria, wspaniała gra aktorska plejady znakomitych aktorów, zdjęcia (mistrzowskie kilkuminutowe ujęcia!), montaż, muzyka.

Jakbym już koniecznie miał się do czegoś przyczepić, to chyba do pewnej wtórności tego obrazu - miałem wrażenie, jakbym oglądał sequel o rok wcześniejszego i równie rewelacyjnego "People vs. Larry Flynt". No ale z drugiej strony nikt nie zarzuca kryminałom, że to filmy o detektywach próbujących rozwikłać zagadkę morderstwa. Tutaj to bardziej uderza dlatego, że raczej rzadko powstają filmy obyczajowe o amerykańskim biznesie porno w latach 70-tych. Ale jakby każdy miał być tak rewelacyjny jak "Boogie Nights" albo "Larry Flynt", to ja proszę o więcej.

Czego jeszcze nie rozumiem - i co się w sumie wiąże z powyższym - to zachwytów nad rzekomą oryginalnością i unikalnością stylu Andersona (wiem, widziałem na razie tylko jeden jego film, ale o cechach jego twórczości wyczytałem właśnie w dyskusjach o tym obrazie). Brak konkretnej intrygi biegnącej od punktu A do punktu B, brak puent i morałów, wnikliwość w ukazywaniu przekroju obyczajowego portretowanego środowiska, splatanie wątków przedstawiających luźno powiązane historie wielu równorzędnych bohaterów - to wszystko są cechy twórczości... Roberta Altmana, który to genialny reżyser doprowadził ten styl do perfekcji na kilkadziesiąt lat przed debiutem Andersona. Brawa dla Paula Thomasa za udaną adaptację stylu mistrza i daj Potworze, żeby każdy genialny reżyser miał tylko takich uczniów i naśladowców, no ale nazywajmy rzeczy po imieniu. Anderson nie jest przesadnie oryginalnym twórcą a jedynie(?) genialnym kontynuatorem pewnej filmowej estetyki kina obyczajowego, która już zawsze będzie kojarzyła się z Altmanem.

[ Filmweb ] [ FDB ] [ IMDB ]

Więzień nienawiści / American History X (1998) [8/10]

plakat Raz w pupę to nie gej...

Bardzo dobry, chociaż przemiana głównego bohatera, pomimo genialnej gry Nortona, pozostaje w sferze deklaracji. A to trochę zmniejsza siłę rażenia historii.

Muszę jeszcze wspomnieć o polskim tytule. Zwykle polskie tytuły, gdy nie są dosłownym tłumaczeniem oryginału, są żenujące. Zdarzają się jednak wyjątki - i oto jeden z nich. Polski tytuł nie dość, że jest świetny, to na dodatek jest dużo lepszy od wydumanego oryginału.

[ Filmweb ] [ FDB ] [ IMDB ]

Master and Commander: The Far Side of the World (2003) [10/10]

plakat O mój Thorze, jakie to było dobre!

Spodziewałem się, że mi się spodoba, ale i tak przeszedł wszelkie moje najśmielsze oczekiwania. Rasowe kino wojenno-morsko-przygodowe, które zapewnia więcej rozrywki i emocji niż wszystkie filmy o piratach razem wzięte. Realistyczne ukazanie życia na okręcie, dowodzenia, prowadzenia bitew morskich, zapierające dech w piersiach sceny batalistyczne. No i wątek naukowo-przyrodniczy darwinopodobnego doktora, który o dziwo wcale nie kłóci się z główną linią fabularną, tylko stanowi dla niej wdzięczny kontrapunkt i interesująco ją uzupełnia. Po prostu majstersztyk - arcydzieło w swoim gatunku.

[ Filmweb ] [ FDB ] [ IMDB ]

Godfather: Part III, The (1990) [9/10]

plakat A właśnie, że wcale nie gorszy!

Sofia jest bolesna wielce, ale intryga wyczesana w kosmos a napięcie w scenie finałowej jonizuje powietrze w całym mieszkaniu.

Wszystkie trzy filmy kończą się sceną masowej egzekucji przeciwników, ale ta z części III, dzięki jej sprawnemu połączeniu ze sceną zamachu w operze jest zdecydowanie najbardziej emocjonująca. No i wątek, że prawdziwa mafia, przy której Michael Corleone to mały żuczek, kryje się w Watykanie i we włoskiej polityce, jest bardzo smakowity i realistyczny.



Seria "The Godfather":
The Godfather (1972) [9/10]
The Godfather: Part II (1974) [9/10]
The Godfather: Part III (1990) [9/10]

[ Filmweb ] [ FDB ] [ IMDB ]

Ice Age 3: Dawn of the Dinosaurs (2009) [7/10]

plakat Wyjątkowo wyrównana seria

Trzecia część nie spuszcza z tonu - moim zdaniem jest równie dobra co poprzednie.

Seria "Ice Age":
Ice Age (2002) [7/10]
Ice Age 2: The Meltdown (2006) [7/10]
Ice Age 3: Dawn of the Dinosaurs (2009) [7/10]

[ Filmweb ] [ FDB ] [ IMDB ]

Godfather: Part II, The (1974) [9/10]

plakat Wybacz Robert... 1:0 dla Ala

Znakomity. Równie dobry co część I. Dalej jednak nie rozumiem co one robią w TOP 10 na portalach filmowych.

Seria "The Godfather":
The Godfather (1972) [9/10]
The Godfather: Part II (1974) [9/10]
The Godfather: Part III (1990) [9/10]

[ Filmweb ] [ FDB ] [ IMDB ]

Ice Age 2: The Meltdown (2006) [7/10]

plakat Równie dobry co część pierwsza

II część trzyma poziom. Himalaje sztuki filmowej to nie są, ale seria zapewnia całkiem solidną porcję godziwej rozrywki nie tylko dla najmłodszych.

Seria "Ice Age":
Ice Age (2002) [7/10]
Ice Age 2: The Meltdown (2006) [7/10]
Ice Age 3: Dawn of the Dinosaurs (2009) [7/10]

[ Filmweb ] [ FDB ] [ IMDB ]

Ice Age (2002) [7/10]

plakat Ice Shrek

Nie rozumiem szału na punkcie tego filmu. Sympatyczny, ale nie umywa się do innych współczesnych animacji (nie tylko) dla dzieci. No i ta bezczelna zżynka ze "Shreka"...

Seria "Ice Age":
Ice Age (2002) [7/10]
Ice Age 2: The Meltdown (2006) [7/10]
Ice Age 3: Dawn of the Dinosaurs (2009) [7/10]

[ Filmweb ] [ FDB ] [ IMDB ]