Showing posts with label B. Show all posts
Showing posts with label B. Show all posts

Barwy ochronne (1976) [8/10]

plakat Stary cynik kontra młody idealista

Na letnim obozie studenckim młodziutki, pełen ideałów, pracownik naukowy przechodzi przyśpieszony kurs życia, pod kierunkiem makiawelicznego docenta.

Zanudzi ogrywa swój chyba ulubiony, poza Bogiem, temat - starcia cynizmu z idealizmem. Ale tym razem (co nie zawsze mu wychodzi, zwłaszcza w późniejszych latach) zrealizowane jest to mistrzowsko. Starcie dwóch osobowości, koncertowo zagranych przez Piotra Garlickiego i (zwłaszcza!) Zbigniewa Zapasiewicza ogląda się z zapartym tchem, chłonąc rewelacyjne dialogi. Niektórzy twierdzą, że siłą tego filmu jest wyłącznie życiowa rola Zapasiewicza, ale moim zdaniem to niesprawiedliwa ocena tego znakomitego filmu. Nawet gorzej zagrany, to byłby nadal bardzo dobry, skłaniający do przemyśleń dramat psychologiczny. Zgrzyta w tym wszystkim jedynie dziwaczny i przerysowany wątek porytego studenta z Torunia, granego w przeszarżowany sposób przez Eugeniusza Priwieziencewa. Natomiast grę Zapasiewicza oceniam mimo wszystko "tylko" na 9.5, gdyż momentami wkrada się tam fałszywa teatralna nuta, co razi tym bardziej, że reszta roli jest wyczesana w kosmos.

Zanudzi do tematu powrócił ćwierć wieku później w filmie "Życie jako śmiertelna choroba przenoszona drogą płciową"; do tego stopnia, że Zapasiewicz powtarza tam praktycznie tę samą rolę starego (teraz już dużo starszego) cynika. Wyszło to duuuużo gorzej niż w "Barwach ochronnych", co tym bardziej pozwala docenić ten drugi - starszy - obraz.

Film można obejrzeć legalnie i za darmo na Jutubie.

[ Filmweb ] [ FDB ] [ IMDB ]

Błogosławieni / Les bienheureux (2017) [8/10]

plakat Pocztówka z Algierii

Bardzo dobry dramat. Chociaż jest to pierdyliard pierwszy "francuski" film o Arabach (no dobra, tym razem to koprodukcja, a reżyserka jest Algierką), to tym razem udało się uniknąć gloryfikacji patologii oraz użalania się nad biednymi pokrzywdzonymi beneficjentami 500+. Może dlatego, że fabuła filmu toczy się w Algierii a nie w algierskiej kolonii nad Sekwaną.

Film jest świetnie zagrany, pozwala też podpatrzeć egzotyczne dla nas życie codzienne w Algierii. Ale najbardziej jest w nim wartościowe to, że nie próbuje wybielać arabskiej rzeczywistości, co jest normą we "francuskim" kinie ostatniej dekady. Głównymi bohaterami jest mieszane małżeństwo Araba i Francuzki, co pozwala pokazać kontrast pomiędzy europejską i bliskowschodnią* mentalnością. Na Algierię patrzymy w dużej części oczami rozczarowanej tym krajem Europejki, jednak film nie popada wcale w łatwe tony populistycznego wołania "ale to syf jest, fuj!". Z drugiej strony tam, gdzie krytyka się należy, reżyserka nie waha się krytykować, pokazując popadanie społeczeństwa w odmęty religijnego zabobonu, wszechobecną korupcję, zdemoralizowaną policję, głupkowatą młodzież. Warto obejrzeć, jeśli będziecie mieli okazję.

*) Tak, wiem, że Algieria leży w Afryce.

[ Filmweb ] [ FDB ] [ IMDB ]

Bez Boga / Bezbog (2016) [3/10]

plakat Sztuka filmowania niczego

Nagrodzony w Locarno dramat obyczajowy. Festiwal w Locarno to chyba najbardziej "arthousowy" z wielkich festiwali, odpowiednik polskich Nowych Horyzontów. Właściwie sam jestem więc sobie winien, że nie uciekłem z krzykiem. Ten film to typowa dla tego festiwalu niestrawna autystyczna piła.

Sama tematyka wydaje się interesująca - ukazanie skorumpowanego, postkomunistycznego państwa w stanie moralnego upadku i społecznego uwiądu. Wszystko tu jest brzydkie i beznadziejne - począwszy od budynków, a skończywszy na ludziach je zamieszkujących. To oczywiście nie jest żaden zarzut - od tej strony film przypomina twórczość nieodżałowanego Aleksieja Bałabanowa, ze sztandarowym "Ładunkiem 200" na czele. Za tę ważną tematykę dodałem filmowi dwie gwiazdki, gdyż inaczej byłoby 1/10. Jednak tam, gdzie geniusz Bałabanow przekuł refleksję nad upadłym światem bez Boga, zasiedlonym przez upadłych ludzi, w chwytający za gardło thriller, grafomanka Petrowa kryminalno-obyczajową intrygę, która teoretycznie stanowi szkielet jej filmu, zamienia w studium kamienno-tępej twarzy głównej bohaterki.

Można i tak. Jak twierdzi reżyserka, w swoich filmach stara się "budować jak największe napięcie poprzez ograniczenie się do pokazania samej istoty rzeczy, jak w poezji haiku. Dzięki temu widz może przeżyć prawdziwie głębokie doświadczenie". Niestety, tym czego ja głęboko doświadczyłem na jej filmie, była potworna nuda. Ten film to nie jest haiku, tylko bazgroł na marginesie powstały podczas rozpisywania długopisu. Oczywiście mam świadomość, że takie kino ma swoich gorących zwolenników (dzień dobry, panie Gutek) - w końcu i ten obraz został obsypany nagrodami. Nikomu nie odmawiam prawa do podziwiania na ekranie niczego. Mam nadzieję, że mnie nikt nie odmówi prawa do mówienia wprost, że dla mnie takie filmy są bezwartościowe.

Czarę goryczy przelała prymitywna metafora Góry Bez Boga. Tu już naprawdę ręce opadają i człowiek zaczyna się zastanawiać o co chodzi twórcy takich filmów. Bo z jednej strony cała historia opowiedziana jest niedomówieniami, półsłówkami, można powiedzieć "obok", niczym na słynnym obrazie "Pejzaż z upadkiem Ikara" Pietera Bruegla. Jest to zrobione - moim zdaniem - w nieudolny sposób, ale OK, taka była koncepcja, rozumiem; czy jej realizacja się udała czy nie, to już jest odrębna kwestia. Ale po tym wszystkim, po tym półtoragodzinnym "nieopowiadaniu", mamy nagle wygarnięty prosto z mostu morał oraz absurdalne zakończenie, które... co ma właściwie pokazywać? Karmę? Boską sprawiedliwość? Naprawdę, pani Reżyserko?

No i na zakończenie gra aktorska. Nagrody za główną rolę pielęgniarki Gany dla Ireny Iwanowej to chyba jakiś ponury żart. No chyba, że chodzi o docenienie umiejętności utrzymania tego samego tępego wyrazu twarzy przez prawie dwie godziny.

Podsumowując, miłośnikom kina "nowohoryzontalnego" mogę ten obraz z czystym sumieniem polecić. Wszystkim innym - szczerze odradzam.

[ Filmweb ] [ FDB ] [ IMDB ]

Beautiful Things (2017) [8.5/10]

plakat Paradokumentalny teledysk

Ostatnio bardzo modne jest w kręgach kina "festiwalowego" kręcenie dokumentów, które nie są dokumentami. W których granica pomiędzy rejestracją prawdziwych wydarzeń a kreacją jest rozmyta. Twórcy często nawet nie próbują naprowadzić widzów na właściwy tor, wyjaśniając lub chociażby sugerując, czy oglądamy fabułę udającą film dokumentalny, czy też udziwniony, ale jednak dokument. Innym modnym wariantem takiego nie-dokumentu jest prezentacja zebranego dokumentalnego materiału w formie poetyckiej (lub często niestety grafomańskiej) impresji zastępującej jakikolwiek komentarz, który by wyjaśniał, co tak naprawdę oglądamy. Bardzo często eksperymenty takie kończą się fiaskiem ("Las letras", "Esa era Dania", "Meteorlar") - często właśnie z powodu owej niejednoznaczności, utrudniającej odbiór filmu i jego interpretację. Są jednak wyjątki, gdzie twórcy wychodzą z takiego eksperymentu obronną ręką ("The Amazing Truth About Queen Raquela", "Makala"). "Beautiful Things" należy na szczęście do tej drugiej kategorii.

Film na pozór przedstawia historie czworga ludzi wykonujących niecodzienne zawody. Van pracuje na polach naftowych w Teksasie. Danilo jest głównym mechanikiem na olbrzymim kontenerowcu. Andrea jest naukowcem, specjalistą od dźwięku, spędzającym znaczną część życia w komorze bezodbiciowej. Wreszcie Vito pracuje w spalarni śmieci. Jeśli komuś przyszedł teraz na myśl znakomity dokument "Workingman's Death" Michaela Glawoggera, jest to oczywiście dobry trop, jednak traktowanie "Beautiful Things" jako li tylko suplementu do tamtego obrazu byłoby wielce krzywdzące dla jego twórcy. Gdyż dla Giorgio’a Ferrero prezentacja tych - w różny sposób - ekstremalnych zawodów jest jedynie punktem wyjścia dla historii, którą chce nam opowiedzieć. Według zamysłu twórcy, elementem łączącym te wszystkie zawody są rzeczy - piękne rzeczy, które my, obywatele "pierwszego świata" namiętnie gromadzimy. Wiele z tych rzeczy powstaje z przetworzonej ropy naftowej. Następnie są one rozwożone statkami z miejsca produkcji po całym świecie. Są one też testowane - między innymi w komorze bezodbiciowej. Wreszcie, po "śmierci", lądują na wysypisku lub trafiają do spalarni, gdzie w ostatnią drogę wyprawia je czwarty bohater filmu. Te cztery historie spięte są klamrą przedstawiającą scenki z życia tzw. zwykłych ludzi, typowej rodziny z klasy średniej, mieszkającej w niesamowicie zagraconym mieszkaniu, pełnym zbędnych bibelotów.

Wiem, wiem, że w powyższym opisie nie ma nic niecodziennego. Czemu więc "paradokument"? Już wyjaśniam. Otóż z tego filmu nie dowiemy się zbyt wiele o szczegółach pracy tych ludzi, gdyż reżysera nie to interesuje. Jego bohaterowie (o których zresztą w wywiadach mówi "aktorzy") są dla niego tylko środkiem do celu, jakim było stworzenie poetycko-muzycznej impresji na temat konsumpcjonizmu. Monologi wygłaszane przez bohaterów nie są po prostu ich zarejestrowanymi wypowiedziami, lecz zostały napisane przez reżysera/scenarzystę, jak twierdzi, na podstawie rozmów z nimi. Podobnie warstwa wizualna zawiera wiele ujęć i całych scen ewidentnie inscenizowanych. Wszystkie elementy dokumentalne są podporządkowane oryginalnej wizji reżysera.

W tym miejscu muszę napisać kilka słów właśnie o reżyserze, gdyż to jego maestrii zawdzięczamy fakt, że ten dziwny eksperyment zakończył się powodzeniem. Przede wszystkim, Giorgio Ferrero jest nie tylko filmowcem, ale również fotografem i kompozytorem. To pierwsze widać w genialnej kompozycji kadrów, która sprawia, że film jest prawdziwą ucztą dla oczu. Jednak dużo ważniejszy jest ten drugi talent pana Ferrero - muzyczny. Jak sam opowiada w wywiadach - muzyka była dla niego punktem wyjściowym przy pracy nad tym filmem, a dźwięki i ich kompozycja są dla niego równie ważne jak słowa. I to widać - o mój Potworze, jak to widać. Film zaczyna się niewinnie, jak zwykły dokument, po czym z minuty na minutę rozkręca się niczym "Bolero" Ravela, by zakończyć się prawdziwym trzęsieniem ziemi - wgniatającą w fotel industrialną symfonią, gdzie dźwięki idealnie współgrają z obrazem, tworząc coś w rodzaju genialnego teledysku, który mógłby być ilustracją jakiegoś utworu Einstürzende Neubauten lub innego zespołu grającego industrial. Połączenie dokumentalnych zdjęć z muzyką nieodparcie nasuwa skojarzenia z osobą Rona Fricke i myślę, że fani twórcy "Baraki" i "Samsary" oraz współtwórcy "Koyaanisqatsi" powinni niezwłocznie dodać "Beautiful Things" do swojej listy "do obejrzenia". Obraz ten polecam jednak każdemu, kto nie boi się oryginalnych wizji i kinowych eksperymentów, ale dla kogo udane eksperymenty to coś innego, niż arthousowe obserwowanie jak aktorom rosną paznokcie.

[ Filmweb ] [ FDB ] [ IMDB ]

Bez daty, bez podpisu / Bedoone Tarikh, Bedoone Emza (2017) [8/10]

plakat Przyzwoity człowiek ma trudniej

Solidny dramat o byciu zżeranym przez poczucie winy. Dupkom jest w życiu łatwiej - nie mają takich problemów.

[ Filmweb ] [ FDB ] [ IMDB ]

Bug's Life, A (1998) [9/10]

plakat Kolejna świetna animacja nie tylko dla najmłodszych

"Trzej Amigos". Wersja dla dzieci.

[ Filmweb ] [ FDB ] [ IMDB ]

Boogie Nights (1997) [9/10]

plakat Skandalista Dirk Diggler

"Boogie Nights" to pierwszy film P.T. Andersona, jaki widziałem. Bardzo mi się spodobał i reszta twórczości tego pana wylądowała na liście "do obejrzenia", zwłaszcza że gość podobno trzyma poziom. Właściwie wszystkie elementy są tutaj pierwszorzędne - świetny scenariusz, reżyseria, wspaniała gra aktorska plejady znakomitych aktorów, zdjęcia (mistrzowskie kilkuminutowe ujęcia!), montaż, muzyka.

Jakbym już koniecznie miał się do czegoś przyczepić, to chyba do pewnej wtórności tego obrazu - miałem wrażenie, jakbym oglądał sequel o rok wcześniejszego i równie rewelacyjnego "People vs. Larry Flynt". No ale z drugiej strony nikt nie zarzuca kryminałom, że to filmy o detektywach próbujących rozwikłać zagadkę morderstwa. Tutaj to bardziej uderza dlatego, że raczej rzadko powstają filmy obyczajowe o amerykańskim biznesie porno w latach 70-tych. Ale jakby każdy miał być tak rewelacyjny jak "Boogie Nights" albo "Larry Flynt", to ja proszę o więcej.

Czego jeszcze nie rozumiem - i co się w sumie wiąże z powyższym - to zachwytów nad rzekomą oryginalnością i unikalnością stylu Andersona (wiem, widziałem na razie tylko jeden jego film, ale o cechach jego twórczości wyczytałem właśnie w dyskusjach o tym obrazie). Brak konkretnej intrygi biegnącej od punktu A do punktu B, brak puent i morałów, wnikliwość w ukazywaniu przekroju obyczajowego portretowanego środowiska, splatanie wątków przedstawiających luźno powiązane historie wielu równorzędnych bohaterów - to wszystko są cechy twórczości... Roberta Altmana, który to genialny reżyser doprowadził ten styl do perfekcji na kilkadziesiąt lat przed debiutem Andersona. Brawa dla Paula Thomasa za udaną adaptację stylu mistrza i daj Potworze, żeby każdy genialny reżyser miał tylko takich uczniów i naśladowców, no ale nazywajmy rzeczy po imieniu. Anderson nie jest przesadnie oryginalnym twórcą a jedynie(?) genialnym kontynuatorem pewnej filmowej estetyki kina obyczajowego, która już zawsze będzie kojarzyła się z Altmanem.

[ Filmweb ] [ FDB ] [ IMDB ]

Big Hero 6 (2014) [8/10]

plakat Replikatory i Gwiezdne Wrota

Bardzo fajny film, nie tylko dla dzieci. Świetna animacja, fajna fabuła, miejscami dowcipna, miejscami trzymająca solidnie w napięciu niczym niezły thriller. Może tylko troszkę za bardzo przewidywalny ten scenariusz. No i czy już naprawdę wszędzie trzeba wciskać motywy superbohaterów w kretyńskich wdziankach? Do wyrzygania to już, naprawdę...

Ale... Ale! Najgorsze jest to, że przecież to jest totalna zrzynka z serialu "Stargate SG-1". Te nanoboty to nic innego jak Replikatory a urządzenie, które pojawia się w końcówce, to same Gwiezdne Wrota we własnej osobie. Trochę mi ta ordynarna zrzynka zepsuła przyjemność z oglądania tego - skądinąd bardzo dobrego - filmu.

[ Filmweb ] [ FDB ] [ IMDB ]

Book of Life (2014) [10/10]

plakat Wspaniała, niesamowicie niedoceniona animacja

Oryginalna, piękna i bardzo nieholiłudzka wizualnie. Z ciekawą - również dla dorosłych - fabułą. Przy czym z uwagi na poważną tematykę (śmierć, życie pozagrobowe) i "straszne" sceny i postacie - raczej nie dla najmłodszych dzieci. Wszystkim innym gorąco polecam. Można stawiać na jednej półce z najlepszymi produkcjami Dreamworks, Disneya lub Pixara.

[ Filmweb ] [ FDB ] [ IMDB ]

Barbie: Spy Squad (2016) [?/10]

plakat Tylko dla małych "księżniczek"

Nie należę do grupy docelowej, więc pozostawiam bez oceny. Jednak pewna znajoma 5-latka była zachwycona, a bajka, choć okropna wizualnie, nie jest wcale tak odmóżdżająca, jak można by się obawiać. Z czystym sumieniem polecam więc rodzicom małych "księżniczek".

[ Filmweb ] [ FDB ] [ IMDB ]

Buen cristiano, El / The Good Christian (2016) [6/10]

plakat Interesujący, ale trochę chaotyczny i nieczytelny

Dokument o procesie gwatemalskiego dyktatora. Interesujący, ale trochę chaotyczny i nieczytelny dla kogoś, kto nie jest dobrze zaznajomiony z historią Gwatemali.

[ Filmweb ] [ FDB ] [ IMDB ]

Babel (2006) [8.5/10]

plakat Świetny dramat

Znakomicie zagrany, interesująca fabuła. Polecam.

[ Filmweb ] [ FDB ] [ IMDB ]

Bez zarzutu / Irréprochable (2016) [8/10]

plakat Bez zarzutu

Bardzo dobry dramat, rewelacyjnie zagrany, świetny portret psychologiczny kobiety po przejściach. Gorąco polecam.

Uwaga! To nie jest thriller, wbrew temu, co jakiś idiota umieścił w gatunkach na IMDB i co jest wszędzie indziej stamtąd kopiowane.

[ Filmweb ] [ FDB ] [ IMDB ]

Birdemic: Shock and Terror (2010) [0/10]

plakat Po prostu nie wierzę w to co widziałem

Tak, zero na dziesięć. Przepraszam, ale na 1 to trzeba sobie zasłużyć. "1" to mają u mnie takie kamienie milowe kinematografii jak "Smoleńsk", "The Room" czy "Zabójcze ryjówki". Przyznanie takiej samej ilości punktów "Birdemic" byłoby obraźliwe dla tych wszystkich dzieł.

Sam film jest nieoglądalny, ale polecam "incepcyjny" filmik na Jutubie, gdzie dwóch gości go ogląda i na bieżąco komentuje, niemożebnie drąc łacha. Wrzucam go poniżej. Uwaga - jest wulgarnie.

[ Filmweb ] [ FDB ] [ IMDB ]

Boże skrawki (2001) [7/10]

plakat Inaczej o Zagładzie

Osment i Willem Dafoe w polskim filmie. Już choćby dla ich gry warto obejrzeć, ale sam film też dobry.

Do obejrzenia legalnie na Jutubie.

[ Filmweb ] [ FDB ] [ IMDB ]

Bellamy (2009) [1/10]

plakat Totalne nieporozumienie

Beznadzieja. Może broniłby się jakoś tam jako niemrawe i schematyczne kino obyczajowe, ale niby główny - a tak naprawdę doklejony i pasujący jak pięść do nosa - wątek kryminalny jest tak głupi, że psuje jakiekolwiek resztki przyjemności, którą można by ewentualnie mieć z oglądania trójkąta komisarz-żona-brat. Radzę omijać szerokim łukiem, a jeśli zaczniecie oglądać i stwierdzicie, że "początek słaby, ale może się rozkręci", zapewniam - dalej będzie tylko gorzej.

Jedno co na plus to świetna gra aktorska, zwłaszcza żony (Marie Bunel) - jedynej interesującej i niepapierowej postaci w tym filmie. Ale sama gra, gdy brak scenariusza - nie wystarczy.

[ Filmweb ] [ FDB ] [ IMDB ]