Rogue One: A Star Wars Story (2016) [10/10]

plakat Najlepszy film ze świata "Star Wars"

Potrzebowałem odczekać rok, żeby ocenić, bo mój zachwyt nijak nie chciał się dać przełożyć na słowa. A zresztą - może to mi się tylko przyśniło? Ale nie - to niewiarygodne, ale ten film istnieje. Najlepszy film ze świata "Star Wars". Po prostu. Ciarki, wzruszenie, opadnięta szczęka. Dziękuję, panie Edwards. Dziękuję, że na dwie godziny odmłodził mnie pan o 30 lat. Myślałem, że takich emocji nigdy już w kinie nie poczuję. Jak cudownie jest się tak pomylić.

[ Filmweb ] [ FDB ] [ IMDB ]

Kreatura (2017) [4/10]

plakat Kolejny przeciętny pseudodokument

Jak dla mnie zbyt eksperymentalny, ale jednak przedstawia zdecydowanie wyższy poziom niż typowa arthousowa grafomania. Jeśli ktoś się nie boi zaryzykować godziny, może spróbować.

[ Filmweb ] [ FDB ] [ IMDB ]

Zabliźnione serca / Inimi Cicatrizate (2016) [4/10]

plakat Rumuński pacjent

"Zabliźnione serca" to film obyczajowy o studencie chorym na gruźlicę kości, próbującym dojść do zdrowia w rumuńskim sanatorium w latach 30-tych XX w.

Mam mieszane uczucia po obejrzeniu tego filmu. Na plus można mu zaliczyć stylową realizację, świetne zdjęcia, scenografię, kostiumy, grę aktorską, wreszcie niemal dokumentalne przedstawienie ówczesnych metod leczenia, z dzisiejszej perspektywy wyglądających jak kolejna część "Piły". To wszystko sprawia, że film ogląda się z zainteresowaniem, przynajmniej początkowo.

Jednak z drugiej strony, jest on zdecydowanie za długi (trwa prawie dwie i pół godziny); wraz z bohaterem bierzemy udział w powtarzających się czynnościach, zabiegach, wędrówkach szpitalnymi korytarzami. Męczące są również niekończące się mętne dyskusje o filozofii, ówczesnej polityce, popularnych (w Rumunii, jak mniemam) poetach, które z perspektywy Polaka żyjącego 80 lat później nie są ani ciekawe ani wręcz zrozumiałe. Nie przypadł mi również do gustu zabieg przetykania fabuły cytatami z twórczości rumuńskiego pisarza Maxa Blechera. Na motywach jego autobiograficznej powieści został oparty ten film, co w pewnym sensie usprawiedliwia ten pomysł, ale krótkie cytaty, wyjęte z kontekstu i przerywające filmową narrację, sprawiają chaotyczne wrażenie i nijak nie pozwalają docenić kunsztu pisarza.

Jeśli ktoś ma cierpliwość oraz dużo czasu, albo fascynuje go przedwojenna medycyna lub rumuńskie przedwojenne życie społeczne, może obejrzeć. Innym chyba raczej odradzam.

[ Filmweb ] [ FDB ] [ IMDB ]

Bez Boga / Bezbog (2016) [3/10]

plakat Sztuka filmowania niczego

Nagrodzony w Locarno dramat obyczajowy. Festiwal w Locarno to chyba najbardziej "arthousowy" z wielkich festiwali, odpowiednik polskich Nowych Horyzontów. Właściwie sam jestem więc sobie winien, że nie uciekłem z krzykiem. Ten film to typowa dla tego festiwalu niestrawna autystyczna piła.

Sama tematyka wydaje się interesująca - ukazanie skorumpowanego, postkomunistycznego państwa w stanie moralnego upadku i społecznego uwiądu. Wszystko tu jest brzydkie i beznadziejne - począwszy od budynków, a skończywszy na ludziach je zamieszkujących. To oczywiście nie jest żaden zarzut - od tej strony film przypomina twórczość nieodżałowanego Aleksieja Bałabanowa, ze sztandarowym "Ładunkiem 200" na czele. Za tę ważną tematykę dodałem filmowi dwie gwiazdki, gdyż inaczej byłoby 1/10. Jednak tam, gdzie geniusz Bałabanow przekuł refleksję nad upadłym światem bez Boga, zasiedlonym przez upadłych ludzi, w chwytający za gardło thriller, grafomanka Petrowa kryminalno-obyczajową intrygę, która teoretycznie stanowi szkielet jej filmu, zamienia w studium kamienno-tępej twarzy głównej bohaterki.

Można i tak. Jak twierdzi reżyserka, w swoich filmach stara się "budować jak największe napięcie poprzez ograniczenie się do pokazania samej istoty rzeczy, jak w poezji haiku. Dzięki temu widz może przeżyć prawdziwie głębokie doświadczenie". Niestety, tym czego ja głęboko doświadczyłem na jej filmie, była potworna nuda. Ten film to nie jest haiku, tylko bazgroł na marginesie powstały podczas rozpisywania długopisu. Oczywiście mam świadomość, że takie kino ma swoich gorących zwolenników (dzień dobry, panie Gutek) - w końcu i ten obraz został obsypany nagrodami. Nikomu nie odmawiam prawa do podziwiania na ekranie niczego. Mam nadzieję, że mnie nikt nie odmówi prawa do mówienia wprost, że dla mnie takie filmy są bezwartościowe.

Czarę goryczy przelała prymitywna metafora Góry Bez Boga. Tu już naprawdę ręce opadają i człowiek zaczyna się zastanawiać o co chodzi twórcy takich filmów. Bo z jednej strony cała historia opowiedziana jest niedomówieniami, półsłówkami, można powiedzieć "obok", niczym na słynnym obrazie "Pejzaż z upadkiem Ikara" Pietera Bruegla. Jest to zrobione - moim zdaniem - w nieudolny sposób, ale OK, taka była koncepcja, rozumiem; czy jej realizacja się udała czy nie, to już jest odrębna kwestia. Ale po tym wszystkim, po tym półtoragodzinnym "nieopowiadaniu", mamy nagle wygarnięty prosto z mostu morał oraz absurdalne zakończenie, które... co ma właściwie pokazywać? Karmę? Boską sprawiedliwość? Naprawdę, pani Reżyserko?

No i na zakończenie gra aktorska. Nagrody za główną rolę pielęgniarki Gany dla Ireny Iwanowej to chyba jakiś ponury żart. No chyba, że chodzi o docenienie umiejętności utrzymania tego samego tępego wyrazu twarzy przez prawie dwie godziny.

Podsumowując, miłośnikom kina "nowohoryzontalnego" mogę ten obraz z czystym sumieniem polecić. Wszystkim innym - szczerze odradzam.

[ Filmweb ] [ FDB ] [ IMDB ]

Philadelphia (1993) [1/10]

plakat Emocjonalna pornografia

Co jakiś czas ktoś się bulwersuje: "Co?! Jak to tak?! Jak to jedynka dla takiego wspaniałego filmu?!". Wyjaśniam więc.

W skrócie. Nie cierpię:

1. taniego sentymentalizmu;
2. szantażu emocjonalnego i moralnego;
3. egzaltacji;
4. klasycznego śpiewu operowego / opery klasycznej.

W tym filmie te cztery elementy zostały wymieszane w dużej ilości w niestrawną papkę i solidnie podsypane drożdżami aż spuchły tak bardzo, że to wszystko eksplodowało mi w twarz niczym grubas z "The Meaning of Life".

"Philadelphia" mogłaby śmiało stanąć na jednej półce z socrealistycznymi produkcyjniakami, bo tyle samo w niej artyzmu.

PS.
Z tą operą to oczywiście tylko szczegół, podobnie jak opłatek z "Sensu życia":


[ Filmweb ] [ FDB ] [ IMDB ]

Olbrzym / Jätten (2016) [6/10]

plakat I cóż, że ze Szwecji

Interesujący dramat obyczajowy, troszeczkę w stylu "Dróżnika", ale dużo cięższy w oglądaniu, zarówno z powodu przygnębiającej atmosfery jak i arthousowo chropowatej narracji. Nie każdemu przypadnie też do gustu doprawienie całości szczyptą realizmu magicznego czy też wyświechtana do cna formuła dramatu sportowego. Co na pewno można zaliczyć na plus to znakomitą muzykę. Również gra aktorska robi wrażenie, biorąc pod uwagę, że dużą część obsady stanowią niepełnosprawni intelektualnie.

Miłośnikom kina skandynawskiego można chyba z czystym sumieniem polecić, za to jeśli ciemno-zimno-depresyjne klimaty to nie twoja bajka, możesz sobie odpuścić.

[ Filmweb ] [ FDB ] [ IMDB ]

Rough Night (2017) [2/10]

plakat Tępa noc

Głupawa "komedia", będąca na dodatek żenującym remakiem komedii świetnej ("Very Bad Things"). Przepraszam, że dałem aż 2 gwiazdki, ale kilka razy się uśmiechnąłem. To skandal, że Scarlett Johansson nie dostała za dobrowolny (a może nie?) występ w takim gównie chociaż nominacji do Złotej Maliny. Nominacji, bo nie śledzę kina klasy G i może kto inny się nawet bardziej skompromitował w 2017 r.

Najgorsze w tym wszystkim było nawet nie to, że żarty były w większości głupie, ale że zaczynają się w połowie filmu. Dawno już nie widziałem obrazu, gdzie zawiązanie akcji trwałoby kilkadziesiąt minut i było tak śmiertelnie nudne. Na plus wyróżnia się jedynie niesamowicie seksowna Zoë Kravitz oraz kozacki i – wyjątkowo – bardzo śmieszny epizod z Demi Moore.

[ Filmweb ] [ FDB ] [ IMDB ]

Laoúto ilektrikó / Lute Electric (2016) [6/10]

plakat Dla miłośników muzyki

Dokument o facecie, który zbudował lutnię elektryczną. Głównie jego wypowiedzi na temat tego projektu plus sfilmowane pierwsze nagrania w różnych dziwnych miejscach typu opuszczona fabryka. Dla miłośników muzyki powinno to być interesujące - instrument ma oryginalne brzmienie a facet fajnie gra. Innym odradzam, bo poza warstwą muzyczną film nie ma zbyt wiele do zaoferowania.

[ Filmweb ] [ FDB ]

Zazdrość i medycyna (1973) [2/10]

plakat Jaka piękna katastrofa!

Potwornie pretensjonalny melodramat, który byłby nawet całkiem oglądalny (chociaż nie zaszkodziłoby, gdyby fabuła była poprowadzona w mniej chaotyczny sposób), gdyby nie to, że został nakręcony w kompletnie niepasującej stylistyce mrocznego, podlanego surrealizmem thrillera (ewentualnie dreszczowca noir), okraszonego równie mroczną i niepasującą muzyką Kilara. Przez cały seans człowiek ma nadzieję na jakąś fabularną przewrotkę, która usprawiedliwiłaby jakoś to, co widzimy na ekranie. Po czym film kończy się sceną, która wymiotną pretensjonalnością przebija wszystko co było wcześniej, pozostawiając widza z dojmującą ochotą rzucenia kapciem w telewizor.

Film jest dostępny legalnie i za darmo na Jutubie. Jednak sugeruję poczekać, aż zaczną za jego oglądanie dopłacać - wtedy to może mieć jakiś sens.

[ Filmweb ] [ FDB ] [ IMDB ]

Oso polar / Polar Bear (2017) [8/10]

plakat Bardzo dobry dramat

Mężczyzna zabiera swoim samochodem dwójkę byłych szkolnych kolegów na doroczne spotkanie klasowe. Podczas podróży przypominają sobie wydarzenia z przeszłości, o których niekoniecznie chcieli pamiętać.

Bardzo dobry dramat o ułomnej pamięci, zemście i przebaczeniu. Polecam.

[ Filmweb ] [ FDB ] [ IMDB ]

William, el nuevo maestro del judo / William, the New Judo Master (2016) [1/10]

plakat Tylko dla gutkofilów

W teorii poetycki film dokumentalny o starzejącym się, zapomnianym, piosenkarzu folkowym. Ale w rzeczywistości festiwalowa "grafomania" bez ładu i składu. Jeśli nie jesteś bywalcem lub fanem Nowych Horyzontów, radzę omijać szerokim łukiem.

[ Filmweb ] [ FDB ] [ IMDB ]