Aurora (2010) [1/10]

plakat Nowohoryzontalny bełt

Jeden raz w życiu wyszedłem z kina przed zakończeniem seansu. Trzygodzinny popis filmowej grafomanii. Wytrzymałem ponad godzinę i przede mną ewakuowała się jakaś 1/3 widzów. Ludzie uciekali jak szczury z tonącego okrętu.

[ Filmweb ] [ FDB ] [ IMDB ]

Imitation Game, The (2014) [8/10]

plakat Bardzo dobra biografia

Biografia może trochę zbyt poprawna, ale ranga toczącej się "gry" oraz geniusz i cierpienie głównego bohatera, wynoszą film wysoko ponad przeciętność. Ja się wzruszyłem. Plus genialna gra Benedicta Cumberbatcha. Polecam, nawet osobom, które znają przedstawioną tu historię.

[ Filmweb ] [ FDB ] [ IMDB ]

Safari (2016) [10/10]

plakat Wściekłość, smutek i odraza

Zapraszam, jeśli chcesz poczuć mieszaninę wściekłości, smutku i odrazy.

W tym filmie seryjni mordercy bez skrępowania opowiadają o swojej żądzy zabijania oraz pozwalają filmować morderstwa. Tylko że to nie jest ekranizacja powieści Thomasa Harrisa, a dokument... Przerażający i przeraźliwie smutny dokument; obnażający ludzkie bestialstwo, które, tak jak u Hannah Arendt, jest banalne. Bestią może być twój uprzejmy sąsiad, który czasem kosi Ci trawnik, ta elegancka i kulturalna bizneswoman, którą spotykasz na wywiadówkach w szkole, szanowany prawnik, którego oglądasz w telewizji lub dentysta, który leczy twoje zęby. Każdy z nich podczas waszej rozmowy o pogodzie może wspominać w myślach to wspaniałe uczucie, którego doznaje, patrząc jak z umierających w męczarniach ofiar uchodzi życie.

"Safari" to pierwszy film Ulricha Seidla, jaki widziałem. Jest to oczywiście uznany austriacki dokumentalista, który pierwszy pełnometrażowy film nakręcił w 1990 roku, a jego kolejne obrazy są od lat pokazywane na festiwalach i nierzadko zdobywają na nich nagrody. Dotychczas jednak nie było nam jakoś po drodze – w końcu nie da się obejrzeć wszystkiego. Niemniej jednak jego poprzedni film, "W piwnicy", był pokazywany w polskich kinach rok temu i czytałem jego recenzje. Jeszcze przed obejrzeniem "Safari" wiedziałem więc, że człowiek ten ma podobno niewiarygodną zdolność namawiania ludzi do pokazywania rzeczy, które powinny być raczej ich najgłębszymi tajemnicami.

Pomimo tego, to co zobaczyłem na ekranie, absolutnie mnie zszokowało. Nie mieści mi się w głowie, jak reżyser przekonał tych ludzi do użyczenia swoich wizerunków na potrzeby tej produkcji. Może kluczem do sukcesu było to, że tylko jeden z "bohaterów" zdawał się mieć świadomość kontrowersyjności swojego zboczenia oraz celu jaki przyświeca twórcom filmu i akurat on postanowił świadomie podjąć rękawicę i inteligentnie bronić swojego światopoglądu, jak chory by on nie był. Cała reszta zwyrodnialców zachowuje się tak, jakby opowiadała o tym, że lubią zbierać grzyby. Co czyni całość jeszcze bardziej przerażającą i w pewien sposób nawet odrealnioną. Podczas projekcji musiałem co i rusz przypominać sam sobie, że to, co oglądam, to dokument. Wyobrażam sobie, że tak mogły wyglądać przesłuchania morderców z plemienia Hutu po ludobójstwie na sąsiadach – członkach plemienia Tutsi, które miało miejsce w Rwandzie w 1994 r. Tam też mordercami byli tzw. "zwykli ludzie", którzy po nocnej "pracy" maczetami wracali do domów, aby wejść w rolę kochających ojców i mężów.

Wracając do "Safari", niektórzy recenzenci zarzucają temu obrazowi powierzchowność i bezcelowość filmowania długich sekwencji polowań, twierdząc, że wbrew intencjom twórców, nie poczuli niechęci wobec morderców. Faktem jest, że film dość powoli się "rozkręca" (jeśli wypada w ogóle użyć tego słowa w tym wypadku), ale w moim odczuciu, dzięki takiej a nie innej kompozycji możemy właśnie dobitnie poczuć ową banalność zła – gdy początkowa nudna "wyprawa na grzyby" zamienia się nagle w planowane okrutne morderstwo.

Lojalnie uprzedzam też, że osoby wrażliwe na cierpienie zwierząt mogą nie dać rady obejrzeć filmu do końca. Scena zabójstwa żyrafy, sfilmowana beznamiętnie i z detalami od początku do samego końca, dosłownie rozrywa serce na kawałki i była dla mnie naprawdę trudna do zniesienia, a nie jestem osobą przesadnie wrażliwą.

Wszystkim, którzy czują się na siłach, gorąco polecam jednak obejrzenie tego przejmującego filmu, który mówi nam o ludzkim człowieczeństwie nie mniej niż najlepsze dokumenty o zbrodniarzach niemieckich, rwandyjskich czy kambodżańskich.

[ Filmweb ] [ FDB ] [ IMDB ]

Inside Llewyn Davis (2013) [9/10]

plakat Bracia Coen po ludzku

Wyjątkowo normalny film jak na Coenów. Prawie zwyczajny dramat, chociaż podlany sosem z "Bartona Finka", "Big Lebowskiego" i "O Brother Where Art Thou?". Jak zawsze kosmicznie genialny John Goodman w szaleńczym epizodzie. Jak zawsze rewelacja.

Chociaż uczciwie muszę przyznać, że to jeden ze słabszych filmów braci Coen. Dlatego "tylko" 9/10. Więc jeśli najlepsze filmy Coenów oceniasz na 6-7, to pewnie ten możesz sobie darować. Chyba, że nie lubisz ich szaleństwa, to z kolei ten - jako jeden z normalniejszych - może być najbardziej strawny.

[ Filmweb ] [ FDB ] [ IMDB ]

Paddington (2014) [9/10]

plakat Prawdziwy film familijny

Fabuła prościutka, ale nie głupawa. Cała masa slapstickowych żartów, które jednak nie są żenujące, a często nieodparcie śmieszne nawet dla dorosłego odbiorcy. A już dzieci będą wprost zachwycone - i to nawet te najmłodsze, ponieważ film jest całkowicie pozbawiony przemocy czy też potencjalnie kontrowersyjnych wątków lub "strasznych" scen. Oczywiście występuje czarny charakter czyhający na głównego bohatera, ale pewna sześciolatka, która miała pretensje, że puszczono jej przerażające "101 dalmatyńczyków", tutaj nie zgłaszała żadnych zażaleń i była filmem zachwycona.

Zadowoleni powinni być również dorośli - sposób opowiadania historii oraz żarty dla nich przeznaczone mogą kojarzyć się z twórczością Wesa Andersona. Film jest naprawdę wysmakowany od strony realizacyjnej. Podobał mi się również odświeżający - w zalewie kina zza Atlantyku - angielski klimat. Polecam na rodzinny seans (np. świąteczny, zamiast koszmarnego "Kevina").

[ Filmweb ] [ FDB ] [ IMDB ]

Social Network, The (2010) [9/10]

plakat Ciekawy przypadek nogi od stołu

Co może być ciekawego w biografii 24-letniego maniaka komputerowego? W obserwowaniu jak zakłada serwis internetowy (co z tego, że wkrótce największy na świecie)? W śledzeniu procesów jakie wytaczają mu byli współpracownicy? Żeby to chociaż był film dokumentalny, to mógłby być interesujący dla fanów lub badaczy historii Internetu. Ale fabuła? No bez żartów!

Tylko, że tę biografię nakręcił David Fincher. No i proszę państwa - jak to jest zrobione! Jak to jest zagrane! Coś niesamowitego. Każda scena to majstersztyk. Każda wymiana zdań pomiędzy bohaterami, choćby na najbardziej błahy temat, to aktorski popis najwyższej klasy. Nie można też nie wspomnieć o rewelacyjnej muzyce, za którą odpowiada sam Trent Reznor. Podkreśla klimat historii niczym najlepsza przyprawa.

O genialnych aktorach mówi się, że potrafiliby porywająco zagrać nogę od stołu. Teraz mam już pewność, że Fincher, którego karierę śledzę od czasu niedocenionego debiutu, jest takim właśnie reżyserem. Skoro potrafił zrobić porywający film na tak - wydawałoby się - nudny temat jak biografia Zuckerberga, potrafiłby zrobić genialny film nawet o przygodach stołowej nogi.

[ Filmweb ] [ FDB ] [ IMDB ]

Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął / Hundraåringen som klev ut genom fönstret och försvann (2013) [6/10]

plakat Zmarnowany potencjał

"Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął" to czarna komedia, zrealizowana na podstawie powieści Jonasa Jonassona o tym samym tytule. Przedstawia ona perypetie pensjonariusza domu starców, który w dniu swoich setnych urodzin stwierdza, że życie musi mieć mu jeszcze do zaoferowania coś więcej niż wegetację w domu nudnej starości. Zgodnie z tytułem, wyskakuje więc przez okno i daje się porwać wirowi niecodziennych i nieprawdopodobnych zdarzeń, przygotowanych dlań przez scenarzystów. Równolegle ze współczesną historią dziadka na gigancie, na ekranie oglądamy historię życia niezbyt rozgarniętego miłośnika eksplozji i stopniowo orientujemy się, że mamy do czynienia ze szwedzką wersją "Forresta Gumpa". Szkoda tylko, że zamiast solidnej szafy trzydrzwiowej otrzymujemy marnie skręcony regalik z Ikei.

Bardzo lubię czarne komedie, przed seansem przeczytałem też bardzo pochlebną recenzję tego obrazu, więc miałem niestety duże oczekiwania wobec tego filmu. No i w rezultacie dawno nie byłem tak rozczarowany, jak po obejrzeniu tego dziełka. Jest w nim kilka momentów bardzo śmiesznych, kilka genialnych pomysłów, ale dużo częściej próby rozśmieszenia widza są żenująco nieporadne, a rozwiązania fabularne, popychające akcję do przodu, szyte bardzo grubymi nićmi - nawet jak na komedię. Sporadyczne przebłyski geniuszu sprawiły, że w sumie nie żałuję obejrzenia tego filmu, ale poczucie zmarnowanego potencjału jest bardzo silne.

Nie dajcie się też nabrać krytykom (dzień dobry, panie Felis), którzy w tej prościutkiej (a często prostackiej) komedyjce znajdują pokłady filozoficznych przemyśleń niczym z Bergmana. Nie, historia stulatka uciekającego z domu starców nie jest bynajmniej głęboką metaforą, mającą nam pokazać, że z życia należy czerpać pełnymi garściami i nie zadręczać się tym, co przyniesie jutro. Stulatek ów jest ni mniej ni więcej tylko staruszkiem uciekającym z domu starców; uciekającym, aby scenarzysta z reżyserem mogli opowiedzieć o przygodach szwedzkiego Gumpa.

Na koniec dwa zastrzeżenia – po pierwsze, w odróżnieniu od wielu krytyków tego filmu nie czytałem literackiego pierwowzoru. Nie wiem więc jak adaptacja wypada w porównaniu z powieścią. Nie uważam zresztą za właściwe ocenianie filmów przez pryzmat książek, na podstawie których powstały. To są dwa różne media i zwykle działa tu ta sama zasada, co przy ocenie tłumaczeń – mogą być albo dobre albo wierne.

Po drugie, ktoś może się zdziwić, że film, który uważam za marną podróbę "Forresta Gumpa", oceniam jednak jako "niezły". Otóż w moim osobistym rankingu "Forrest Gump" jest filmem rewelacyjnym, znajdującym się w czołówce najlepszych filmów wszech czasów. Tym samym, nawet jego marną podróbę da się oglądać.

[ Filmweb ] [ FDB ] [ IMDB ]

Pochowajcie mnie pod podłogą / Pochoronitie mienja za plintusom (2009) [9/10]

plakat Poruszające studium poważnego zaburzenia osobowości

Poruszająca fabuła, świetna gra aktorska (niesamowity chłopczyk!) - znakomity film. Polecam. Oczywiście strasznie dołujący, jak wszystkie filmy powstające w sowieckim piekle.

[ Filmweb ] [ FDB ] [ IMDB ]

[Rec] (2007) [10/10]

plakat Arcydzieło gatunku

Jeden z najwspanialszych i najstraszniejszych horrorów jakie kiedykolwiek nakręcono. Kolejno uśmiercani bohaterowie giną nie dlatego, że są debilami, tylko dlatego, że scenarzysta jest inteligentny i potrafił wymyślić a reżyser potrafił pokazać, dlaczego muszą zginąć.

Aha, i odradzam oglądanie filmu "Quarantine", bo to żałosna amerykańska podróba - nie reinterpretacja, tylko kopia niemalże ujęcie w ujęcie, tyle że po angielsku. Żenada zasługująca na bojkot w imię zasad.

[ Filmweb ] [ FDB ] [ IMDB ]

Ze soboty na neděli / From Saturday to Sunday (1931) [2/10]

plakat Niestrawna ramota

Jeśli ktoś jest bardzo zainteresowany historią kinematografii, to może obejrzeć. Innym odradzam. Strasznie się zestarzał.

Podobno to jeden z pierwszych czechosłowackich filmów dźwiękowych, więc jak na tamte czasy jest zaawansowany technicznie. Ale scenariusz jest tragiczny - z początku to tylko błaha i nudna opowiastka o dziewczynach chcących się zabawić w sobotnią noc, ale ostatnie 15 minut to już czechosłowacka masakra taśmą filmową - doklejono tak absurdalny, źle napisany i zagrany wątek melodramatyczny, że mózg boli.

[ Filmweb ] [ FDB ] [ IMDB ]

Maya the Bee Movie (2014) [10/10]

plakat Wspaniały film dla przedszkolaków

Zero przemocy, pozytywne przesłanie, inteligentna fabuła, piękne widoki i animacja, humor dostosowany do poziomu maluchów. Nie znalazłem żadnej wady w tym filmie. Moja 3,5-letnia córka była zachwycona.

Oczywiście, co wynika z powyższego, dorośli powinni się nastawić na półtoragodzinną drzemkę. To nie "Shrek". Ale to nie powód żeby zaniżać ocenę filmu dla przedszkolaków. Ocena 10/10 wystawiona właśnie z perspektywy grupy docelowej.

A już żeby bluzgać na ten film, bo nie dostarczył jednemu z drugą 30- czy 40-latkowi takich wrażeń jak oryginalna "Maja" gdy mieli 4 lata, to trzeba chyba być na pograniczu normy intelektualnej.

[ Filmweb ] [ FDB ] [ IMDB ]